Pan Piorun
W latach osiemdziesiątych linie kolejowe były krwioobiegiem Polski Ludowej. Robotnicy dojeżdżali do zakładów, studenci na uczelnie, rodziny odwiedzały krewnych rozrzuconych po całym kraju. Pociągi bywały zatłoczone, spóźnione, cuchnące tanim papierosowym dymem — ale były. Jeździły. Aż do pojawienia się Pana Pioruna. Ten bezlitosny morderca nawiedzał trasę z Wrocławia do Obornik Śląskich. Pseudonim nadali mu dziennikarze, którzy zauważyli, że ciała ofiar nie noszą żadnych widocznych ran — jedynie osobliwe, rozgałęzione znamiona, identyczne jak u porażonych piorunem. Mijały miesiące. Milicja była bezradna. Kontrole, rewizje, obławy — wszystko na nic. Wstrzymywano ruch, przeszukiwano każdy wagon. A gdy tylko skład ruszał ponownie w drogę, Pan Piorun zabijał znowu. Teraz sprawą macie zająć się wy.